Rys psychologiczny Jana Lechonia, czyli co astrologia tradycyjna ma do powiedzenia o kondycji duszy

Panuje bardzo powszechne przekonanie, że współczesna astrologia humanistyczna ma monopol na możliwość analizy psychiki właściciela horoskopu. Tak jednak nie jest. Mimo, że nasz polski rynek astrologiczny nie jest tak bogaty, jak niemiecki czy angielski, nie możemy narzekać: w 2012 roku Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego wydało Czworoksiąg Klaudiusza Ptolemeusza, a Polskie Towarzystwo Astrologiczne rozpoczęło tłumaczenie i wydawanie książek w ramach Biblioteki pod redakcją Piotra Piotrowskiego (do dzisiaj przybyły w związku z tą działalnością cztery książki!).
Wrócę jednak do pierwszej ze wspomnianych pozycji – Czworoksięgu (Τετράβιβλος) – jest to esencjonalny materiał traktujący o astrologii tradycyjnej, lektura obowiązkowa dla adeptów tej gałęzi Sztuki królewskiej. W rozdziale czternastym księgi trzeciej (O cechach duszy) znajduje się rzetelnie, choć niewyczerpująco, zaprezentowany opis metody analizy horoskopu pod kątem charakteru.

Horoskop urodzeniowy Jana Lechonia dane: 13.03.1899, godz. 7:00, Warszawa źródło: Baza horoskopów Polskiego Towarzystwa Astrologicznego

Horoskop urodzeniowy Jana Lechonia
dane: 13.03.1899, godz. 7:00, Warszawa
źródło: Baza horoskopów Polskiego Towarzystwa Astrologicznego

Ptolemeusz rozróżnia dwie części duszy: rozumną i myślącą, którą przyporządkowuje Merkuremu, oraz postrzegającą i nierozumną, o której charakterze można wnioskować na podstawie Księżyca i planet go aspektujących.

W horoskopie Jana Lechonia oba sygnifikatory znajdują się w Baranie, który nie sprzyja żadnemu z nich – oba są w tym znaku peregrynami1. Wszystkie 3 planety związane z kondycją duszy (Merkury, Księżyc oraz ich władca – Mars) znajdują się w położeniu wieczornym (osobiście używam zwykle wyrazu okcydentalny, tutaj jednak zachowałem wierność słownictwu używanego przez tłumacza Czworoksięgu), co według Ptolemeusza czyni:

(…) bystrymi z natury i roztropnymi, lecz o niezbyt dobrej pamięci, ani też gorliwymi czy pracowitymi, za to zdolnymi do wnikliwego badania spraw tajemnych i dociekania tego, co niewidzialne (…)

K. Ptolemeusz, Czworoksiąg, tłum. Grzegorz Muszyński, Wrocław 2012, s. 177

Trudno mówić wprost o braku pracowitości, ze względu na zaangażowanie Lechonia w wiele aktywności społecznych, jednak w trakcie lektury Dzienników, czytelnik często napotyka się na wpisy typu:

Dzisiaj było znacznie lżej rano, po południu zaś po prostu chłodno, co się zdawało jakimś cudem po wczorajszym piekle. Mimo tego nic nie napisałem. Powód: lenistwo.

Jan Lechoń, Dziennik, t. II, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992, s. 474

Pomijając to, że dociekanie tego, co niewidzialne jest po prostu zajęciem niejednego poety, trzeba również wspomnieć o tym, że Dzienniki obfitują w opisy snów Lechonia. Zdawał sobie sprawę z możliwości samopoznania poprzez ich interpretację.

Dziwny jakiś sen, którego tylko fragmenty pamiętam. Emil Breiter, który zginął rozstrzelany przez Niemców, śnił mi się w jakichś bardzo optymistycznych okolicznościach. Rano miałem te majaczenia w pamięci – ale do wieczora wszystko z niej uciekło. Nie myślę, aby to było freudowskie zapomnienie. Po prostu zwykłe.

Jan Lechoń, Dziennik, t. I, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992, s. 86

Na uwagę zasługuje również wpis z 12 października 1950 roku:

(…) Stasia Nowicka uważa, że moim talizmanem jest ametyst i wczoraj przez telefon namówiła Felicję Jordanową, aby mi dała taki talizman w prezencie. Talizman nie talizman, ale nawet półszlachetne kamienie mają w sobie coś mistycznego, jakiś frapujący urok, jakieś życie. Bardzo się cieszę i pieszczę tym prezentem. (…)

Jan Lechoń, Dziennik, t. I, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992, s. 430

Wspomniane planety (Merkury, Księżyc i Mars) zajmują również położenie wschodnie2, co według Ptolemeusza oznacza, że:

(…) czynią duszę miłującymi wolność, prostymi, niezależnymi, silnymi, bystrymi z natury, żywymi i szczerymi (…)

K. Ptolemeusz, Czworoksiąg, tłum. Grzegorz Muszyński, Wrocław 2012, s. 176

Umiłowanie wolności przypisuje się także znakom kardynalnym, jednak ich charakterystyki na próżno szukać u Ptolemeusza. Guido Bonatti, włoski astrolog żyjący w trzynastym wieku, w swoim obszernym traktacie astrologicznym, napisał3, że obecność omawianych sygnifikatorów w znakach kardynalnych czyni właścicieli takich horoskopów lubiącymi pobyt w miastach, chętnymi do przebywania wśród innych ludzi, komunikowania i zrzeszania się z nimi oraz przyczynia się do dążenia takich osób do bycia uznanymi. Stanisława Nowicka wspominała słowa Lechonia, który zwierzał się jej: „A ja bez miasta żyć nie potrafię. Dla mnie to narkotyk. Muszę słyszeć gwar, ruch, obserwować spotykane typy na ulicy i kawiarniach.”4 Jan Lechoń był, zgodnie z charakterystyką znaków kardynalnych, osobą aktywną medialnie – współpracował z radiem Głos Ameryki, później przede wszystkim Radiem Wolna Europa – najczęściej w formie brania udziału w dyskusjach i pogadankach na tematy związane z kulturą i literaturą. Był także współzałożycielem „Tygodniowego Przeglądu Literackiego Koła Pisarzy z Polski” oraz Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce.

Zgodnie z procedurą proponowaną przez Ptolemeusza, należy rozważyć, czy Mars, który sam obejmuje władztwo nad duszą, położony jest w horoskopie korzystnie czy też nie. W horoskopie urodzeniowym Jana Lechonia znajduje się on w Raku – znaku swojego upadku, zaś jego esencjonalną siłę trochę wzmacnia przebywanie w znaku troistości, którego jest nocnym władcą5. Usytuowanie planety w upadku (znak opozycyjny do wywyższenia) wiąże się ze stanami depresji.

Spełniona jest również jedna z dwóch reguł6 Abū Bakra – Merkury w XII domu, zaś dom pierwszy jest domicylem Marsa – osoba taka zawsze ma mieć negatywne myśli i złośliwie wypowiadać się o innych (to także wyraz niezależności i szczerości przypisywany położeniu wschodniemu). Faktycznie, tak było. Lechoniowi przez wiele lat towarzyszyły stany depresyjne, które zresztą przyczyniły się do popełnienia samobójstwa. Jednocześnie był on znany ze swoich zgryźliwych komentarzy na temat polskich poetów…

Zdumiewające, że ten poeta [Staff] tak pełen sztuki, taki majster i smakosz – nie obronił się od różnych młodopolskich, gwarowych, Miriamowych okropności, i że pisał też rzeczy bezwstydnie rozchełstane.

Jan Lechoń, Dziennik, t. I, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992, s. 311

Wreszcie, wrodzoną zgryźliwość można także przypisać sygnifikatorowi zachowania (ang. Significator/Lord of Manners), którym byłby, zgodnie ze wskazówkami Johna Partridge’a z Mikropanastronu, Księżyc ze względu na obecność w I domu lub do pięciu stopni powyżej osi ascendentu. Jako, że jest to jednak Światło, miano Władcy zachowania przypada jego dyspozytorowi – maleficznemu Marsowi – który nie odbiera korzystnych aspektów od benefików.

Pierwszą próbę samobójczą Jan Lechoń podjął w marcu 1921 roku (miesiąc przed zaćmieniem Słońca w kwadraturze do urodzeniowej pozycji Marsa) poprzez spożycie dużej dawki weronalu – środka nasennego. Drugą, tym razem udaną, próbę samobójczą podjął 35 lat później.

Solariusz Jana Lechonia na rok 1956-1957 Dane: 13.03.1956, godz. 2:16:46, Warszawa (nierelokowany)

Solariusz Jana Lechonia na rok 1956-1957
Dane: 13.03.1956, godz. 2:16:46, Warszawa (nierelokowany)

W solariuszu na rok, kiedy ponownie postanowił targnąć na swoje życie, sygnifikatorami duszy, wedle wskazówek Abu Ma’shara, były:

  • Saturn (władca roku i godziny planetarnej),
  • Mars (władca term dyrekcyjnego ascendentu i hylegu),
  • Jowisz (władca firdarii oraz ascendentu solariusza).

Od kondycji wszystkich trzech planet w horoskopie urodzeniowym i solariuszu będzie zależała, według Abu Ma’shara, kondycja ducha/duszy w tym roku. Wszystkie te planety znajdują się poza swoją sektą7 – planety dzienne (Jowisz i Saturn) znajdują się w tym horoskopie nocnym nad horyzontem, choć powinny być pod nim. Mars, który jest planetą nocną, w powyższym solariuszu znajduje się wbrew regułom pod horyzontem.

Saturn, położony w horoskopie urodzeniowym w domu upadającym – IX, tworzy w nim tylko jeden aspekt – kwadraturę z dwunastodomowym Słońcem i Punktem Ducha. Wielki malefik był profekcyjnym władcą roku także w trakcie pierwszej próby samobójczej w 1921 roku. W solariuszu na rok popełnienia samobójstwa jest on w domu XI w kondycji gorszej niż w natywniku: w retrogradacji i poza swoimi termami, zaś jego jedynym aspektem jest kwadratura z Merkurym, będącym w znaku upadku i na wygnaniu. Podaje się, że prawdopodobnym motywem popełnienia samobójstwa, było represjonowanie (Saturn) Lechonia przez część polskiej społeczności (dom XI) z powodu jego odmiennej orientacji seksualnej, z której obecnością zresztą sam sobie nie radził.

Mars, dyspozytor sygnifikatorów duszy horoskopu urodzeniowego, który już w radiksie wskazywał na stany depresyjne poprzez obecność w znaku swojego upadku oraz władał natalnym I (jakość życia) i VIII (śmierć) domem, w solariuszu odgrywa ważną rolę dzięki położeniu w jednocześnie I domu i profekcyjnym znaku wschodzącym horoskopu urodzeniowego. Mimo że znajduje się on w znaku swojego wywyższenia, to tworzy on w solariuszu koniunkcję z mgławicą w konstelacyjnej głowie Strzelca, co może zwiastować między innymi wypadki i drastyczną śmierć.

Jowisz, który w zarówno horoskopie urodzeniowym i solariuszu znajduje się w VIII domu i retrogradacji, ma niekorzystne położenie urodzeniowe – peregrynuje w Skorpionie.

Jak widać, wszystkie trzy sygnifikatory świadczące o kondycji duszy w roku popełnienia samobójstwa są mniej lub bardziej osłabione i podkreślają tematykę VIII domu. 8 czerwca 1956 roku Jan Lechoń targnął na swoje życie – wyskoczył z wysokiego piętra hotelu w Nowym Jorku i zginął na miejscu.

Konkluzje.
Powyższy przykład dowodzi, że również astrolodzy praktykujący w nurcie tradycyjnym posiadają stosowne narzędzia do opisu psychiki, motywacji i zachowania właściciela horoskopu. Metoda wskazana przez Ptolemeusza ma jednak swoje ograniczenia. Nie daje on konkretnych wskazówek, co robić, gdy Księżyc i Merkury w horoskopie urodzeniowym władane są przez różne planety czy zajmują różne położenie w stosunku do Słońca (poranne / wieczorne) lub osi horoskopu (wschodnie / zachodnie). W analizie radiksu w tym duchu przydatna jest również umiejętność określenia chociażby temperamentu (autorzy wskazują na jego związek z rodzajem snów) oraz sygnifikatora/władcy zachowania. W tradycyjnych tekstach opisywane są również metody prognostyczne, które mogą wskazywać na dynamiczne zmiany w kondycji psychiki właściciela horoskopu, jednak nie odgrywały one kluczowej roli dla prognostyków, dlatego opisy spotykane są zazwyczaj jakby przy okazji, nie zaś jako oddzielne rozprawy czy rozdziały traktatów.

1 W znaku Barana nie znajdują się w swoim domicylu (Mars), egzaltacji (Słońce), troistości (Słońce, Jowisz, Saturn), termach (Merkury znajduje się w termach Jowisza, Księżyc w termach Wenus) ani dekanacie.
2 Położenie wschodnie w stosunku do osi horoskopowych: domy IV, V, VI, X, XI, XII (patrz: K. Ptolemeusz, Czworoksiąg, tłum. Grzegorz Muszyński, Wrocław 2012, s. 75)
3 G. Bonatti, Book of Astronomy, Treatise 9, „On the movable signs” [w:] „Bonatti on Nativities”, The Cazimi Press, Minneapolis, Minnesota 2010, s. 1178
4 S. Nowicka, Ostatni weekend Lechonia [w:] P. Kądziela, Wspomnienia o Janie Lechoniu, Biblioteka „WIĘZI”, Warszawa 2006, s.308-314
5 Władcami trzeciej troistości (przyporządkowanej żywiołowi wody) są: Wenus (wł. dzienny), Mars (wł. nocny) i Księżyc (wł. dodatkowy). Jest to horoskop dzienny, dlatego dobroczynny wpływ nie jest mocny – patrz: E. van Slooten, Klasyczna interpretacja horoskopu, Polskie Towarzystwo Astrologiczne, Warszawa 2013, s. 15
6 Abu Bakr, On the native’s bad thinking [w:] Benjamin N. Dykes, On Nativities II, The Casimi Press, Minneapolis, Minnesota 2010, s. 162
7 P. Piotrowski, Dyrekcje przez troistości. Szczęście i niedola w astrologii średniowiecznej, s. 5-10

Reklamy

6 komentarzy do “Rys psychologiczny Jana Lechonia, czyli co astrologia tradycyjna ma do powiedzenia o kondycji duszy

  1. Witam,
    Dzieki za te interesujaca analize pod katem astrologii tradycyjnej.
    Tak jak piszesz – w horoskopie Lechonia Ksiezyc i Mars nie sa korzystnie polozone, do tego aplikuja kwadratura i co ciekawe sa jednoczesnie we wzajemnej
    recepcji przez znak.

    Po przeczytaniu fragmentu „Dziennika” Lechonia (szczesliwie zainspirowane Twoja analiza – za co dziekuje :-)) odnosze wrazenie, ze nie tyle, co on byl zlosliwy, ale bardzo wymagajacy – nie szczedzil krytyki ani sobie ani innym, niemniej potrafil rowniez docenic prawdziwy kunszt. Nie bez znaczenia jest to, ze jego matka miala wobec niego bardzo wysokie aspiracje i ze wychowal sie w bardzo patryjotycznej rodzinie. Nie tylko istotna bowiem dla niego byla jakosc (szczegolny nacisk kladl na oryginalnosc), ale i motywacja z jaka sie pisze. Dosc mocno dostawalo sie pisarzom tworzacym antypartyjotyczne tresci, badz „sciagniete” z jakiegos wczesniejszego dziela. Mars w Raku i w IV trafnie oddaje jego patryjotyczna postawe, walke dla ojczyzny i w imie ojczyzny oraz zainteresowanie losem zwyklego, szarego czlowieka, zmagajacego sie z brutalna rzeczywostoscia. Ksiezyc w Baranie rowniez wskazuje na jego walecznosc, nie boi sie pisac o tym, co go gryzie. Natomiast o osobistych sprawach pisze dosc wstrzemiezliwie i jesli to nie wprost broniac dostepu do swojego prywatnego terytorium.
    NIe bez kozery istotny jest XII dom – Lechon czesto odnosi sie do nieswiadomej niezrozumialej, niewidzialnej, magicznej sfery. Rzeczywiscie, sny Lechonia sa niezwykle bogate, czesto sam probuje tlumaczyc ich znaczenie. Wielokrotnie wspomina rowniez o wplywie gwiazd, pisze np., ze gwiazdy w Nowym Jorku musza byc dla niego wyjatkowo nieprzychylne. Wladca domu IV w XII – zycie na obczyznie, daleko od ojczyzny nie bylo dla niego latwe. Nastroj Lechonia wydaje sie bardzo zmienny i ciezko mu nad tym zapanowac. Jest bardzo wrazliwy i potrafi dosc szybko sie zdenerwowac. Jednoczesnie czesto cieszy sie z malych rzeczy i nie brak mu humoru – jest to zapewne zasluga sekstylu Wenus w Wodniku do Ksiezyca i Merkurego. Nie mozna zarzucic Lechoniowi zlej pamieci – w Dzienniku sa fragmenty, w ktorych autor notuje kilkanascie nazwisk ze sztuk teatralnych sprzed kilkudziesieciu nawet lat! Dziennik jest pelen analiz, przemyslen i bardzo trafnych plent w odniesieniu do poezji, sztuki, polityki, historii i zwyklego zycia. To niezwykle, ile sie w jego zyciu i ciagle dzialo! Wierzynski, przyjaciel Lechonia ocenil, ze Dziennki sa za madrze napisane myslac zapewne o przecietnym czytelniku, niezbyt dobrze rozeznanym w literaturze, sztuce.

    Pozdrawiam

    • Super! Bardzo, bardzo się cieszę, że sięgnęłaś po „Dzienniki” Lechonia. Mam wrażenie, że ta złośliwość/wysokie wymagania mają także dużo wspólnego z chęcią bycia docenionym (charakterystyka znaków kardynalnych Bonattiego), z czym bywało różnie, bo i jego twórczość, według znawców, specjalnie wybitna nie była. Jeżeli masz możliwość, zajrzyj także do książki „Wspomnienia o Janie Lechoniu” – to kopalnia szczegółowych informacji biograficznych, ogrom smaczków.

      Dziękuję za Twój wpis i podzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Po zamieszczeniu tekstu szybko przychodziły mi do głowy kolejne spostrzeżenia i pomysły, ale na razie nie ma potrzeby (a przede wszystkim czasu) ich spisywać. Dotyczyły one chociażby IX domu i właśnie snów.

      Serdecznie pozdrawiam 🙂

  2. Dzieki i dzieki za polecenie „Wspomnien o JL”, zajrze do nich jak sie uporam z Dziennikiem nr 2.
    Mam wrazenie, ze Lechon czul sie doceniony wtedy, kiedy szlo to w parze z autoocena. Podejrzliwie/krytycznie odnosil sie do lechtajacych jego ego ocen, podczas kiedy mial swiadomosc, ze nie zasluzyl sobie na nie wpelni. Autokrytyke mial na „on” cale swoje zycie, mimo, ze mogl sobie spokojnie spoczac na laurach i „jechac na opiniii” : „Zdaje się, że jestem już „milusińskim” polskiego Nowego Jorku i że gdybym powiedział może nie brednie, ale patetyczne banały – miałbym to samo powodzenie” hehe
    Inne wybrane fragmenty:
    „Przypomniało mi się więc to, com kiedyś pisał o Kątskim w mej powieści – prawdziwa samotność przychodzi dopiero z powszechnym uznaniem, kiedy nikt nas nie krytykuje i tylko my wiemy, że jesteśmy gorsi, bo mniej twórczy niż wtedy, gdy byliśmy zwalczani lub nawet obrzucani błotem.”

    „Świat niewidzialny, złote aureole nad głowami świętych, i pewno czarne nad potępionymi. Kolory naszych myśli i uczuć, siła naszej miłości i nienawiści, dające się pewno zmierzyć jakąś matematyką i zamienić na jakiś elektryczny motorek – poruszający tylko lodówkę albo samochód. Nie bardzo kwapię się do tego świata, w którym byłoby to wymierzone i zważone. Wolę „Dziady”, gusła i poezję, która też to wszystko przecież mierzy”

    „Lilka Pawlikowska, gdym się kiedyś pytał, dlaczego nie rozejdzie się z Jasiem Pawlikowskim, skoro on ją zdradza, a ona tak ciężko to przechodzi, odpowiedziała mi: „Bo widzisz, jak chcę się z nim rozwieść – on zaraz robi Babcię albo trupcia i… nie mogę.” Babcia i trupcio – tacy czy inni, to często najważniejszy powód, że małżeństwa trzymają się, że ludzie nie mają siły skończyć z tym, co jest już tylko wspomnieniem albo obawą przyszłości.”

    „Krawiec-Czech naprzeciwko mego mieszkania – cóż za cudny człowiek, pełen szacunku dla swej pracy – z jaką wzruszającą powagą mówi o tym, że trzeba jakąś kieszeń zaszyć albo
    jakąś klapę od smokinga wypruć. Chwali się śmiesznie swą robotą, swym wysiłkiem i ile to czasu na to potrzeba, i jak on to pięknie zrobił – ale bo też to jest jego prawdziwe życie. Miał atak paraliżu parę tygodni temu i łudzi się, biedaczek, że za drugim razem lepiej mu pójdzie prasowanie, ani nie przypuszcza, że może mu już nie pójść wcale. Mówię mu, żeby sobie wziął jakąś pomoc – na co ten człowieczek śmieje się pogodnie, że przecież „w Ameryce ano każdy chce tylko money i money”. Żona mu nie może pomóc, bo sama chora, a on wszystkie pieniądze wysyła rodzinie do Czech – bo „myślę se – jo sem już stary – to po co mi te pieniądze”. Ten panoczek to mój prawdziwy pobratymiec i już dawno zawarłem z nim federację, nie czekając na gen. Odzierzyńskiego i pana Ripkę”

    „Któregoś dnia siedziała obok mnie w autobusie osoba przekwitającej pierwszej młodości, ubrana bardzo starannie, ale z pewną egzaltacją, wyglądająca na najniebezpieczniejszy rodzaj – spokojnej histeryczki. Usiadłszy wyciągnęła z torebki jakiś list i zaczęła go czytać, uśmiechając się co chwila z wyrazem, który miał oznaczać „jakież to dowcipne i subtelne”, a zarazem było coś w tym uśmieszku niedostrzegalnego na temat „ale to tylko ja mogę zrozumieć, a nikt inny poza tym w tym autobusie”. Wszystko to było dość dyskretne, a niemniej miało cechy lekkiego bzika i jestem pewny, że znaczyło to właśnie to, co tu piszę.”

    „Ludzkość prosperuje w jednym z najfałszywszych złudzeń, że świat prowadzą ludzie mądrzy. Byłoby to niemożliwe choćby dlatego, że większość tej ludzkości to przeciętność – jeśli już nie ludzie głupi. Skoro mówimy z lekarzem np. o jakimś pisarzu – jest on przekonany, że ten pisarz jest dobrym pisarzem. My pisarze wiemy, że dobrych pisarzy jest może 10 procent, reszta to miernoty i idioci. Tak samo pisarz przypuszcza, że nie znany mu bliżej lekarz jest wziętym fachowcem – gdy najczęściej jest on miernotą. Jest to zdumiewające, że mimo tego świat wygląda, jak wygląda”

    „Młody malarz do starego Renoira: „Ja tam maluję to, co widzę.” A na to Renoir: „Szkoda, że pan nie widzi tego, co pan maluje.”

    „Podobno jest jakiś nowy kierunek w psychoanalizie, który i uważa, że pacjent w czasie badania musi być zupełnie rozebrany. Nie wierzę, żeby to pomagało pacjentom – ale jestem przekonany, że sprawia to przyjemność lekarzom.”

    „Prawdziwe dary serca poznaje się po tym, że są dawane tak, aby nie obciążyć obdarowanego wdzięcznością. Kto dając – pozwala to odczuć, głosi swoją dobroć – ograbia tych, którym chce czynić dobro.”

    „Nie lubię ludzi, którzy wierzą tylko w wielkie litery i robią wszystko przez wielką literę.”

    „Napoleon, gdy była mowa o kimś z jego otoczenia, który bardzo późno stał się ojcem – zapytał swego lekarza Condsarta, czy można być ojcem mając lat sześćdziesiąt.
    – Czasami – odpowiedział Corvisart.
    – A mając osiemdziesiąt?
    – Zawsze.”

    „Jakiś gość przychodzi do psychoanalityka i mówi: „Moja żona ma inferiority kompleks. Zrób Pan tak, żeby go zachowała.” ”

    „Gdyby wydać tyle pieniędzy na walkę z rakiem, co na bombę atomową – już by go nie było, już by jakaś penicylina w dwa dni leczyła. I nędzy także. Gdyby takie sumy nie szły na biura, gdzie siedzą urzędnicy, zainteresowani przecież w istnieniu, dokąd można, tych urzędów.”

  3. Pingback: Anna Dostojewska – jej rodzina i losy | Pod nieboskłonem

  4. Pingback: Joe Cocker – szkic myśli | Pod nieboskłonem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s