O zbytniej prostocie, co ją bylejakością zowią

Dzisiaj może trochę kąśliwie, ale w dobrej sprawie. Opisywane zagadnienia mocno mnie dotykają, ponieważ degradują pozycję astrologii w oczach potencjalnego współczesnego naukowca, który chciałby potwierdzić skuteczność astrologii. W swoich rozważaniach skupię się na temacie przewodnim bloga, czyli astrologii medycznej, oraz zaniedbaniach, które popełniają astrolodzy i sympatycy tej Sztuki Królewskiej, a które sprawiają, że astrologia nie może być traktowana poważnie przez osoby, szukające weryfikacji prawideł astrologicznych w badaniach naukowych.

1. Astrologia (li tylko) solarna
Nikomu, kto otarł się o nawet podstawowy podręcznik astrologiczny, nie trzeba tłumaczyć, że takie sformułowania jak „Jestem zodiakalną Rybą”, nie wnoszą praktycznie żadnej informacji. Zdanie takie zawiera informację o położeniu zodiakalnym jedynie jednego elementu horoskopu. Oparcie konkretnej prognozy tylko na tym fakcie musi wiązać się z dużym ryzykiem błędu. Jakim? Zapewne podobnym do tego wyliczonego z rachunku prawdopodobieństwa.

Dość powszechnie znane jest podstawowe przyporządkowanie części ciała do znaków zodiaku; głowa – Baran, szyja – Byk… stopy – Ryby. Naukowcy usłyszeli i zbadali… zależność pomiędzy chorobami nerek a obecnością Słońca w znaku Wagi. Z jakim wynikiem? Oczywiście, nie znaleziono takiej zależności¹, co dla wielu było kolejnym argumentem podważającym sens zajmowania się astrologią.

2. Aspekt prawdę Ci powie
Kolejną pułapką, w którą wpadają osoby, które już mają jakieś, zazwyczaj nie tak małe, pojęcie o astrologii, jest opieranie bardzo szczegółowych wniosków interpretacyjnych na obecności jednego, konkretnego aspektu w horoskopie urodzeniowym. W połączeniu z nieznajomością epidemiologii dochodzi do tak kuriozalnych stwierdzeń, jak przypisanie osobom z aspektem Słońce-Mars doświadczania w dzieciństwie zakażeń krwi, czyli sepsy lub posocznicy. Autorka artykułu nie podała źródła tej informacji, mimo mojej interwencji i zwrócenia uwagi na jej bezsensowność. Statystyk, chcący rozstrzygnąć, czy astrologia działa, natrafi na taki artykuł i postanowi skorelować bazę danych osób, które urodziły się w dniach, kiedy na niebie była taka konfiguracja, z zachorowalnością na posocznicę. Wynik chyba każdy zdroworozsądkowy człowiek jest w stanie przewidzieć.

3. Horoskop jako zapis kodu genetycznego
Takie zdanie czasami pojawia się na forach dyskusyjnych i w rozmowach – zazwyczaj wprost, kiedy indziej przywoływane jest całkowicie nieświadomie przez osoby, które całkiem zapomniały o rozwiązywanych na lekcjach biologii prostych zagadkach dotyczące dziedziczenia pewnych cech za pomocą krzyżówek genetycznych w oparciu o prawa Mendla…
Jeden z ojców współczesnej astrologii medycznej, Reinhold Ebertin, wyraźnie zaznaczył, że horoskop nie przedstawia cech nabytych w wyniku dziedziczenia genetycznego.² Co z tego wynika? To, że czytanie z horoskopu urodzeniowego cech i chorób związanych z prostym dziedziczeniem, jak na przykład płeć biologiczna właściciela horoskopu czy grupa krwi w układzie AB0, nie ma żadnych podstaw, by działać. Byłbym w stanie zaakceptować teorię, że horoskop może wskazywać na stopień ekspresji danej cechy, która jest zapisana w odziedziczonym materiale genetycznym bądź też ukazywać prawdopodobieństwo ujawnienia się jakieś cechy w przypadku jej niepełnej penetracji (jakby co: Penetracja (genetyka) na Wikipedii 🙂 ).

Podsumowanie
Nie miejmy żalu do społeczeństwa, że astrologia nie znajduje publicznego uznania wśród lekarzy, ekonomistów czy większości psychologów akademickich, skoro sami, jako społeczność, jesteśmy autorami takich kwiatków, będących de facto skutkiem dwóch zjawisk:
– nadmiernego uproszczania reguł astrologicznych,
– nieznajomości tematu, na który się wypowiadamy.

Chciałbym tym samym zauważyć, że najlepszym rozwiązaniem przyszłościowym byłaby astrologia jako wiedza interdyscyplinarna – wymagająca, poza znakomitą znajomością zasad interpretacji horoskopów, również wiedzy z zakresu biologii, medycyny, psychologii, ekonomii, stosunków międzynarodowych itd. – w zależności od zakresu i rodzaju analizy horoskopu. Dobrze mieć świadomość, na czym faktycznie się znamy i nie grać ekspertów w dziedzinach, w których mamy wiedzę przeciętnego Kowalskiego.

¹ Hughes S. (1990). Nephrology and astrology–is there a link? British Journal of Clinical Practice, 44(7), 279.
² Ebertin R., Astrological healing. The History and Practice of Astro-Medicine, The Aquarian Press, 1990, s. 177

Reklamy

9 thoughts on “O zbytniej prostocie, co ją bylejakością zowią

  1. Witam 🙂

    Jak zwykle mam pytanie:)
    Czy sformułowanie „zakażenie krwi” jest jednoznaczne? Czy przeciętny Nowak rozumie zakażenie krwi (czym?) jako dostanie się (czego?) ustrojów chorobotwórczych do krwi?
    Jeśli tak, to czy bakteriemia, viremia itp, to to samo co sepsa?

    Miłego dnia życzę 🙂
    Bona

  2. Hej 🙂
    Dzięki za komentarz!

    Za przeciętnego Nowaka odpowiadać nie mogę, bo mam skrzywiony tok myślenia przez studia medyczne. 😉 Sformułowania tego współcześnie się już nie używa w medycynie – zostało zastąpione przez ogólną nazwę „posocznica” (lub „sepsa” – to synonimy, znaczą dokładnie to samo), która też zazwyczaj dotyczy bakteriemii, jednak przynajmniej część wiremii, fungemie itp. też można do niej zaliczyć (zdarzają się rzadziej). Wiremią, której nie nazwiemy posocznicą, będzie zakażenie organizmu wirusem HIV – wirus obecny jest „we krwi”, ale nie daje objawów ani obrazu patomorfologicznego charakterystycznego dla posocznicy.

    Wracając do astrologii, nie obciążałbym dzieci z aspektem Słońce-Mars takim obciążeniem. A już na pewno nie „częstym doświadczaniem” takiego schorzenia. 😉

    Udanego weekendu! 🙂

  3. Znalazłam chyba.
    „When Mars is joyned with the Sun, it prenotes a distempered Feaver procreated, by putrification of the blood.” W. Lilly
    Dobranoc .°)

    • Dzięki! Pamiętasz, który to rozdział? Tutaj wynikałoby, że dotyczy to głównie koniunkcji.

      Przy całej mojej sympatii (a nawet uwielbieniu) do astrologii tradycyjnej, nie da się czytać wszystkich jej reguł dosłownie, bo wtedy wychodzą właśnie takie kwiatki. Lilly żył w czasach, kiedy dominowała patofizjologia humoralna. Współcześnie wiemy, że fizycznie wygląda to trochę inaczej. System ten jest przydatny w astrologii, ale nie można go wprost przekładać na współczesną wiedzę medyczną. Autorka nie podała jednak źródła tej informacji (zasugerowałem, że pewnie dość stare), a cały tekst miał mieć wydźwięk, jakby wynikało to z jej praktyki i było czymś oczywistym…

      Raz jeszcze dzięki za wykopanie tego u Lilly’ego! 🙂

  4. Kubo w takim razie ja rowniez w dobrej sprawie, choc juz moze ciut mniej kasliwie. (za to nade zdecydownie:P) /ostrzy rozki/

    Rozumiem motywacje Twojej wypowiedzi i uwazam, ze sama w sobie zmierza w dobrym kierunku. Uwielbiam Astrologie Solarna. Prosze przywolajmy symbol Slonca i kiedy sie pojawi, dostrzezemy Centralny Punkt, ktory jest dokladnie Powielony – I staje sie Caloscia. Wedlug mnie absolutnie jestes solarna Ryba , tak jak i Twoj Ksiezyc, twoj Merkury, caly Twoj swiat tym razem jest …solarna Ryba:)

    p.s. az tak nie lubisz ´kwiatkow´?:(

  5. Kei, wolę drzewa w lesie i kwiaty łąkowe, niż takie „kwiatki”. Wczoraj uczestniczyłem w wykładzie, na którym osoba prezentująca też miała mgliste pojęcie o medycynie, a wypowiadała się z poziomu autorytetu w tej dziedzinie. Ludzie to łapali, bo trzymało się to jako tako całości. 😦
    Bardzo mnie boli taka „bylejakość”. Jak coś robić, to i porządnie, i z pasją. Jedno bez drugiego jest dla mnie niewystarczające. Samo „porządnie” może stać się nudne lub komercyjne, samo „z pasją” – chwilowe „Ach!”, potem jednak okazuje się niezorganizowane, rozlane itp. – nie wnoszące nic konkretnego do życia, praktyki.

    A samo Słońce jest ważne w horoskopie, ba, najważniejsze! 🙂 Ale na horoskop składa się jeszcze mnóstwo innych elementów i nie każdy ma do powiedzenia coś ważnego w każdym temacie, który może być rozważany nad horoskopem urodzeniowym. Tak myślę. 🙂 Liczby dzieci nie wiązałbym ze znakiem, w którym jest Słońce – popatrzyłbym na odpowiednie domy, Punkt Dzieci itd.

  6. Jest mały 🙂 problem. Jako osoba studiująca ludzkie horoskopy wiesz, że nie każdy ma w swoim horoskopie połączenie „pasji i porządności”. Dotyczy to niewielu. Sprawa dotyczy nie tylko astrologii ale też innych profesji.

  7. Pingback: Przemyślenia o astrologii elekcyjnej – Pod nieboskłonem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s